Leady na wyłączność czy współdzielone: co się realnie opłaca
Krótka odpowiedź: lead na wyłączność to kontakt z kampanii prowadzonej na Twoim koncie, który trafia tylko do Ciebie, nie jest nikomu odsprzedawany i przy okazji buduje Twoją markę. Lead współdzielony to ten sam numer telefonu sprzedany kilku biurom naraz, więc konkurujesz ceną i czasem reakcji, a dopływ znika w dniu, w którym przestajesz płacić pośrednikowi. W dłuższym horyzoncie wyłączność wygrywa niemal zawsze.
Na pierwszy rzut oka współdzielony lead wygląda kusząco: jest tańszy za sztukę i dostajesz go od ręki. Problem w tym, że kupujesz nie klienta, tylko udział w kliencie. Ta sama osoba w tej samej minucie ląduje w skrzynkach trzech, czterech, czasem sześciu innych agentów. Zaczyna się wyścig, w którym wygrywa nie ten, kto najlepiej doradzi, tylko ten, kto zadzwoni pierwszy i zejdzie najniżej z prowizją.
Poniżej rozkładam obie opcje na czynniki pierwsze i pokazuję, dlaczego u nas lead jest z definicji na wyłączność.
Czym naprawdę różni się lead wyłączny od współdzielonego
Różnica nie sprowadza się do ceny za sztukę. Chodzi o to, co dostajesz razem z kontaktem.
Lead na wyłączność:
- Kampania Meta (Facebook + Instagram) działa na Twoim koncie reklamowym, pod Twoją nazwą i Twoim wideo.
- Kontakt trafia wyłącznie do Ciebie, nikt inny go nie dostaje.
- Nie jest odsprzedawany dalej, ani teraz, ani za miesiąc.
- Każda reklama, którą widzi rynek, buduje rozpoznawalność Twojej marki.
- Rozmawiasz z człowiekiem, który zna Ciebie, a nie pięć innych ofert.
Lead współdzielony albo odsprzedawany:
- Ten sam kontakt trafia jednocześnie do kilku biur.
- Wygrywa najszybszy telefon i najniższa prowizja, nie najlepsze doradztwo.
- Zero budowania marki, bo reklama nie jest Twoja.
- Dopływ kontaktów kończy się w chwili, gdy przestajesz płacić za dostęp.
- Nie masz wpływu na to, kto jest po drugiej stronie ani jak został pozyskany.
To fundament, dlatego rozpisałem szerzej różnice między kupowaniem gotowych baz a generowaniem własnych w osobnym tekście o tym, czy kupować leady w nieruchomościach, czy generować własne.
Dlaczego współdzielony lead prowadzi do wojny ceną
Kiedy klient odbiera pięć telefonów w ciągu godziny, przestaje słuchać argumentów. Zaczyna porównywać jedną rzecz, którą łatwo porównać: prowizję. Ty też to czujesz, więc odruchowo schodzisz niżej, żeby w ogóle zaistnieć.
Efekt jest podwójnie zły. Po pierwsze, obniżasz swoją marżę na starcie. Po drugie, uczysz rynek, że jesteś wymienny, bo skoro walczysz ceną, to znaczy, że nie masz innego wyróżnika. Za miesiąc ten sam klient poleci znajomemu „tego, co był najtańszy", a nie „tego, który znał się na rzeczy".
Tani lead nie znaczy tania umowa, znaczy tylko tańszą prowizję dla Ciebie.
Do tego dochodzi tempo. Przy współdzielonym leadzie liczą się sekundy, bo konkurujesz z czterema innymi telefonami. Przy wyłącznym też warto działać szybko, ale robisz to, żeby zrobić dobre wrażenie, a nie żeby kogokolwiek ubiec. To zupełnie inny rodzaj rozmowy.
Marka, której nie zbudujesz na cudzej reklamie
Współdzielony lead ma jeszcze jeden ukryty koszt: nie zostawia po Tobie śladu. Reklama, z której przyszedł, nie była Twoja. Klient nie widział Twojego nazwiska, Twojej twarzy, Twojego lokalnego przekazu. Zapłaciłeś za kontakt, ale nie za rozpoznawalność.
U nas jest odwrotnie. Kreacje to wideo nagrane przez Ciebie, z Twoją okolicą w tle i Twoim głosem. Nawet osoby, które dzisiaj nie zostawią numeru, zapamiętują, że „ten agent robi porządne rzeczy". Za pół roku to procentuje poleceniami i ofertami, które przychodzą same. Współdzielony lead nie da Ci tego nigdy, bo z definicji jesteś tam anonimowy.
Właśnie dlatego wyłączność ma sens szczególnie tam, gdzie zależy Ci na ofertach na wyłączność od sprzedających. O tym, skąd realnie brać takich sprzedających, piszę w tekście o pozyskiwaniu ofert na wyłączność.
Co realnie się opłaca, gdy popatrzysz dalej niż na jeden miesiąc
Policzmy zdrowym rozsądkiem. Współdzielony lead jest tańszy za sztukę, ale konkurujesz o niego z kilkoma biurami, więc realna szansa na umowę spada. Do tego prowizja niższa, bo klient porównuje oferty. I dopływ zeruje się, gdy tylko przestajesz płacić.
Lead na wyłączność kosztuje zwykle więcej za sztukę, ale rozmawiasz jako jedyny, prowizja jest pełna, a każda kampania dokłada się do Twojej marki. Tu liczy się nie cena kontaktu, tylko koszt jednej podpisanej umowy. Rozkładam tę matematykę dokładniej w tekście o tym, ile kosztuje lead nieruchomości i jak liczyć CPL.
Nasze realne wyniki pokazują, że z własnych, wyłącznych leadów zamyka się konkretne umowy, a nie tylko rozmowy. Biuro Łuczyński i Partnerzy z 39 leadów podpisało 8 umów na wyłączność w dwa miesiące, część już na pierwszym spotkaniu, w tym jedną nieruchomość wartą 1,65 mln zł. Emilia Chojnacka spod Jeleniej Góry z 24 leadów zamknęła 5 umów na wyłączność w pierwszym miesiącu i odbyła 10 spotkań. Michał Szepsel z Open Estate na warszawskim rynku premium zebrał 53 leady i podpisał 6 umów na wyłączność.
Umowy na wyłączność z własnych leadów
Wyłączność działa też przy leadach inwestycyjnych
To nie jest wyłącznie temat agenta sprzedającego mieszkania z rynku wtórnego. Przy nieruchomościach inwestycyjnych zasada jest ta sama, a stawka bywa wyższa, bo kupujący dysponuje realnym budżetem i nie chce, żeby jego dane krążyły po rynku.
Projekt New Life Bali zebrał 61 leadów po 13,91 zł i sprzedał dwie wille w dwa tygodnie przy budżecie 848 zł. Willa Invest z domami premium pod Warszawą pozyskała 76 leadów po 25,5 zł i miała umowę rezerwacyjną po jedenastu dniach. W obu przypadkach kontakty były wyłączne i szły prosto do jednego sprzedającego, a nie do puli odsprzedawanej dalej. Gdyby te same osoby trafiły jednocześnie do kilku sprzedających ten sam typ inwestycji, cały efekt by się rozmył.
Jak wygląda to u nas w praktyce
Żeby lead był naprawdę Twój, cały proces musi być Twój. W Systemie LEAD™ reklama Meta trafia do Panda CRM w czasie rzeczywistym, a Ty dostajesz SMS w 60 sekund po zgłoszeniu, żeby oddzwonić, zanim klient ostygnie. Zanim jednak zadzwonisz, kontakty przechodzą weryfikację telefoniczną: nasza asystentka odsiewa ciekawskich, więc rozmawiasz z osobami realnie zainteresowanymi.
Dla deweloperów dokładamy dedykowany landing page inwestycji z formularzem, który zadaje pytania kwalifikujące o budżet, metraż i priorytet. Dzięki temu na etapie zgłoszenia wiesz, z kim masz do czynienia. Więcej o tym, jak wygląda taki dopływ własnych, wyłącznych kontaktów bez zimnych telefonów, opisałem w tekście o pozyskiwaniu klienta do agencji bez dzwonienia na zimno. Całość mechaniki generowania takich leadów zebrałem na stronie o generowaniu leadów nieruchomości.
Efekt jest prosty: kontakt należy tylko do Ciebie, buduje Twoją markę i nie znika w chwili, w której przestajesz płacić za dostęp do cudzej bazy.
Częste pytania
Czy współdzielony lead kiedykolwiek ma sens? Jeśli zależy Ci wyłącznie na maksymalnej liczbie tanich kontaktów i nie przeszkadza Ci wojna ceną, to bywa kuszące na krótką metę. Gdy jednak liczysz koszt podpisanej umowy i chcesz budować własną markę, wyłączność wypada lepiej.
Dlaczego lead na wyłączność kosztuje więcej za sztukę? Bo płacisz za pełną kampanię na własnym koncie, weryfikację telefoniczną i to, że kontakt nie jest dzielony z nikim. Zwykle przekłada się to na wyższą szansę na umowę i pełną prowizję, więc realny koszt jednej umowy potrafi być niższy.
Co się stanie, gdy przestanę płacić? Przy leadach współdzielonych dopływ kontaktów urywa się natychmiast. Przy własnych, wyłącznych kampaniach zostaje Ci to, co zbudowałeś po drodze: rozpoznawalność marki i pozycja, którą rynek zdążył zapamiętać.